Przedłużenie dzieciństwa. Rozmowa z duetem Ładne Halo

Rozmawiałem z dwójką świetnych ludzi. Ona – Joanna Guszta, potrafiąca z materiałów wyciąć i uszyć taką nagą babkę, że aż człowiek o seksie pomyśli. On – Maciej Blaźniak, utalentowany ilustrator i grafik. Oni w połączeniu – para i wspólnicy w prowadzeniu wydawnictwa Ładne Halo.

Tłumaczcie się z nazwy.

Maciek: Bardzo długo nad nią myślałem, aż w końcu wymyśliłem i bardzo mi się spodobała, bo przywołuje fajne skojarzenia i pasuje do tego, co chcemy robić. Jest też taka podejrzanie polska. Jeśli w innych językach są określenia, które spełniają taką samą funkcję, co w języku polskim „ładne halo”, to już w dosłownym tłumaczeniu zupełnie, co innego znaczą. Ostatnio przygotowywaliśmy angielskojęzyczny katalog naszych książek na Międzynarodowe Targi Książki Dziecięcej w Bolonii i tłumaczka zabawiła się w przedstawienie nam propozycji tłumaczenia nazwy. Były to „Oh My! Publishing”, „Oops –a –daisy” albo „The Big Hoo–Haa Publishing House”. Trzeba przyznać, że brzmią lekko i zabawnie jak Ładne Halo. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia skąd „ładne halo” wzięło się w języku i czy w ogóle funkcjonuje w nim oficjalnie czy tylko potocznie. Wszyscy wiedzą co oznacza, ale dlaczego akurat tak się mówi?

Pierwsze myśli o założeniu wydawnictwa?

Maciek: Myśli o założeniu wydawnictwa przewijały się chyba od połowy studiów. Ale bezpośrednim bodźcem było wymyślenie książki, którą chciałem zrobić. Pierwszy był tytuł: „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem”. Potem wymyśliłem historię, zrobiłem ilustracje i projekt książki, a równolegle wyłaniał się coraz konkretniejszy pomysł na wydawnictwo. W sumie tytuł tej pierwszej książki wiele mówi o zasadzie na jakiej działa Ładne Halo – dla nas ten biznes to trochę takie przedłużenie dzieciństwa właśnie. To znaczy praca w wydawnictwie jest poważna, skomplikowana i, jak każda praca, często frustrująca, ale frajda przy tworzeniu książki pozostaje zawsze szczerze dziecięca.

Asia: Prace nad książką, przygotowanie biznesplanu z wnioskiem o dofinansowanie i wszystkimi niezliczonymi szczegółami zajęły grubo ponad rok. Ale nie spieszyło nam się wówczas. Oboje byliśmy wtedy zatrudnieni w innych firmach w odległości ponad 200 km jedno od drugiego.

b359f89163e4985113d68ced3c9ff592

Trudno jest w Polsce dostać dofinansowanie na takie wydawnictwo?

Asia: Nie trudniej niż na innego rodzaju biznesy. My akurat korzystaliśmy standardowo z funduszy na rozpoczęcie działalności Powiatowego Urzędu Pracy. Parę miesięcy temu powstało na podobnej zasadzie nowe wydawnictwo książek dla dzieci w Warszawie, tyle, że ono – z tego co wiem – korzystało z funduszy unijnych. Jak więc widać jest to wykonalne. Wydawnictwa z naszej branży nierzadko sięgają po fundusze i dofinansowania, na przykład w ramach programu promocji literatury i czytelnictwa prowadzonego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Da się zarobić na książkach dla dzieci?

Maciek: Wszystko się da, trzeba tylko determinacji i dobrego długodystansowego przygotowania. Kluczem jest też dobry produkt i wyczucie rynku. Ciągle pracujemy nad znalezieniem tej genialnie wyważonej receptury na oryginalny i doskonale zrobiony bestseller książkowy dla dzieci w wybranym przez nas targecie wiekowym. Mimo wszystko nie polecam wydawania książek dla dzieci jako pomysłu na dochodowy biznes, jeśli pasja (albo chociaż duży kapitał) nie jest składnikiem biznesplanu.

Jakimi drogami dystrybuujecie książki?

Asia: Książki dystrybuujemy trzema drogami. Pierwsza to hurtownie (zainteresowanych sprzedawców odsyłamy tu do Motyli Książkowych, ale można o nas też pytać w Azymucie i F.K. Olesiejuk). Druga to księgarnie współpracujące z nami bezpośrednio. Ich lista znajduje się na naszej stronie. Stawiamy na miejsca ciekawe i z charakterem. Zwykle są to księgarnio–kawiarnie, oryginalne sklepy, designerskie księgarnie przy ośrodkach sztuki współczesnej, czy kluby organizujące dzieciom kreatywne zajęcia i warsztaty. Albo nawet wszystko w jednym. Trzecia droga to sprzedaż bezpośrednia: mamy sklepik w internecie, mamy otwartą pracownię na OFF Piotrkowska w Łodzi, gdzie można wpaść po zakupy. Bywamy też na targach książki, kiermaszach unikatowych prezentów dla dzieci i pokrewnych książkowo–designowych imprezach i tam można nas spotkać, porozmawiać i być może nawet coś zakupić.

10478119_780951958592876_9048114115691816011_n

Którą drogą sprzedajecie najwięcej?

Asia: Najwięcej ilościowo sprzedajemy rzecz jasna w hurtowni, ale ona też pobiera od nas największą prowizję. Jest to tajemnicą handlową, ale to duży procent. Żeby zwiększyć sprzedaż w księgarniach, z którymi bezpośrednio współpracujemy, nieraz organizujemy z nimi wspólnie warsztaty i spotkania autorskie promujące książki.

Czy przeglądając swoje autorskie książki po czasie, myślicie, że to czy tamto zrobilibyście inaczej?

Maciek: Przyznam się, że nie. Moment kiedy książka jest w drukarni, bywa bardzo nerwowy. Wtedy najbardziej głowimy się czy nie przeoczyliśmy czegoś, jakiejś literówki, błędu w składzie. Denerwujemy się czy w druku nie wyjdzie jakiś zgrzyt popełniony przy projekcie, a głównie, że drukarnia zrobi coś nie tak jak uzgadnialiśmy. Potem kiedy książka jest już w naszych rękach te emocje opadają i więcej się nad poprawkami nie zastanawiamy. To chyba zdrowy impuls samozachowawczy.

Asia: Potwierdzam. Staramy się nie wariować. Chociaż w przypadku mojej wyklejanej prawie–książki „Jak się poznaliśmy” wiem, że wydalibyśmy ją staranniej gdyby tylko było na to więcej funduszy. Ale to było dla nas jasne od początku i nie musiał minąć żaden czas, żeby to stwierdzić. Generalnie po wydaniu książki, wolimy skupić energię nad nowymi projektami, niż roztrząsać stare. Dla nas to nie mają być „dzieła kompletne”. Zdajemy sobie sprawę, że przy każdym projekcie czegoś się uczymy. Mam nadzieję, że jeszcze dużo się nauczymy.

Jakiś nowy tytuł w drodze?

Maciek: Jest, ale nie możemy o nim jeszcze opowiadać, żeby się nie zdradzić i nie zapeszyć. Tym razem pracujemy nad czymś wspólnie z Asią. Powiem tylko, że będzie to picture book, to znaczy taki rodzaj książki ilustrowanej, w którym ilustracja niesie ważną część treści. Nie da się więc przeczytać tekstu bez oglądania, żeby zrozumieć sens książki. Nie możemy się już doczekać. Mamy też milion innych pomysłów, ale ten jest najdalej posunięty.

Asia robi wycinanki, a ty ilustracje. To będzie miks?

Maciek: Miksu jeszcze nie próbowaliśmy, ale może kiedyś w końcu się przymierzymy. Póki co wspólna praca polega na tym, że ja podpowiadam trochę Asi, co może się dziać w książce, o czym ma napisać. W ogóle przy tej książce to nawet ja wymyśliłem pierwsze trzy zdania i powiedziałem, zróbmy z tego jakąś opowieść i zaczęliśmy wymyślać, a Asia pisać. Co do ilustracji to z kolei rysuję ja, a Asia podsyła mi różne referencje do tego na przykład jakie mają być kolory, jaki klimat, jakie postacie, a poza tym co chwile zagląda mi przez ramię i mnie denerwuje, co wychodzi w sumie na dobre, jeśli nie za często się zdarza. Teraz na przykład wymyślamy jaką zrobić okładkę i co chwile rzucamy w siebie pomysłami. Tak, że podsumowując ja robię na komputerze ilustracje, a Asia pisze, ale nawzajem mieszamy się do nie swoich działek.

Co zajmuje Was poza wydawnictwem? Asia to wiem, że uwielbia jeść (kiedyś, jak mailowaliśmy, spisała mi wszystkie knajpki Off Piotrkowskiej z opisem co można w nich świetnego zjeść).

Asia: Hihi, no co? Jedzenie jest modne ostatnio. Chyba nie tylko na Off Piotrkowska. Wszędzie pojawiają się super miejsca gdzie je się jakoś lepiej, ładniej i mądrzej niż kiedyś. Tymczasem ja potraktuję to pytanie jak przestrzeń na kryptoreklamę. Poza wydawnictwem Maciek prowadzi studio graficzne Ładne Halo Przede wszystkim współpracuje z jedną z łódzkich agencji interaktywnych, ale przyjmuje też dodatkowo zlecenia. Ja bawię się w wycinanie, sklejanie i zszywanie kolaży. Bardzo to lubię, ale ostatnio z braku czasu, mało kiedy zasiadam do tych obrazków. Wiosną jeździmy na rowerach, zimą wałkujemy tony seriali. Mamy też bzika na punkcie naszego psa Burka.

Maciek: Drugi bzik, to ilustracja. Ostatnio próbujemy rozkręcić stronę internetową na ten temat, Ilustrada. To taki nasz prywatny projekt, więc niestety siłą rzeczy rozwija się powoli. Póki co pojawił się jeden artykuł, za to prężnie działa facebookowy profil. Pracujemy nad kilkoma wywiadami i artykułami, które pewnie niedługo opublikujemy. Zbieramy też książki dla dzieci. Większość wrzuciliśmy na półkę w pracowni, jako coś na kształt czytelni. Można nas więc odwiedzać, tylko po to żeby rozsiąść się na kanapie i oglądać książki. Nie są to jakieś potężne zbiory, ale mamy sporo książek z dzieciństwa, które kiedyś publikowałem na blogu Tralaloskop, jest tam parę ciekawych zagranicznych książek ulubionych ilustratorów i jest też z kilkadziesiąt tytułów współczesnych książek dla dzieci, wybranych przez nas z dostępnej na rynku oferty polskich wydawnictw.

Asia: No właśnie, a co do książek, to ja też powoli wkręcam się w zajęcia dla dzieci z nimi związane. Dotąd robiliśmy czasem warsztaty wokół naszych tytułów, ale teraz na wiosnę razem ze znajomą animatorką, otwieramy coś nowego i nie związanego z wydawnictwem. Nazywa się to Książkowe Laboratorium. W jednej z knajp na Off Piotrkowska (dokładniej w meblotece YELLOW) będziemy robić raz w miesiącu spotkania z dziećmi, wokół ciekawych i nietypowych książek ilustrowanych. Na liście mamy czarną książkę o kolorach, książkę prawie bez słów, w której bardzo dokładnie czytać trzeba same ilustracje, książkę powstałą na bazie jednej plamy w kształcie spalonego żelazka i jeden bardzo awangardowo zilustrowany zbiór wierszy Juliana Tuwima. Zobaczymy jak dzieci sobie poradzą z tym wszystkim. Nie ma u nas łatwo. Ale na pewno będzie ciekawie, bo będziemy robić różne eksperymenty plastyczne.

tumblr_m3m7l36gAz1rvxqivo1_500

Asiu, bardzo mi się podobają te Twoje wyklejanki. Twojego Facebooka i Tumblra obserwuję jeszcze sporo przed tą rozmową. Totalnie zakochałem się przykładowo w czarnej niteczce jako włosy łonowe. Absolutny czad.

Asia: Ten włosek wszystkim się podoba, ktoś mi powiedział, że każda pętelka tworząca tego esa floresa została idealnie poprowadzona.

Bo to prawda! Jest arcydziełem. Długo zajmuję Ci taka wyklejanka?

Asia: Wyklejanka zajmuje mi dłużej niż się można spodziewać. Długo szukam w moich dwóch pudełkach materiałów, które wykorzystam przy danych obrazku. Nitki się urywają i plączą, bo część przyszywam, a część przyklejam. Kiedy przyszywam, to muszę się przebić przez gruby karton, bo często używam takiego 3mm na podkładki i nie zawsze wychodzi za pierwszym razem. Tak samo kiedy wycinam małe elementy, czasem jest kilka podejść. Wbrew pozorom nie jestem zbyt cierpliwa i manualnie sprawna, więc to jest walka. Taki pojedynczy obrazek, to kilka godzin czasem robię. Książkę, która ma 13 rozkładówek plus wyszywaną okładkę robiłam pełny miesiąc, codziennie po parę godzin. Dlatego jak ktoś pyta o cenę oryginału, to mówię, że nie jest na sprzedaż, bo nikt nie zapłacił by tyle za ile bym była skłonna go sprzedać. Często się to zdarza, bo zabieram oryginał ze sobą zawsze na targi książki. Sprzedając drukowaną wersję pokazuję ręcznie robioną, dzięki czemu ludzie chętniej decydują się na zakupy.

tumblr_m3m827x4yh1rvxqivo1_1280

Podpatrujesz z wyklejankami kogoś? Czy jesteś samoukiem?

Asia: Raczej samoukiem. Wymyśliłam to sobie prawie dziesięć lat temu, jak zaczęłam studiować socjologię. Wtedy jeszcze się nie interesowałam książką dla dzieci, tylko traktowałam to jak mój „wyklejany pamiętniczek”. Nie mam zresztą żadnego plastycznego wykształcenia. Teraz kiedy znajduje książki i ilustracje robione podobną techniką to z miejsca je uwielbiam. Ale najczęściej ilustratorzy używają do kolaży samego papieru, albo samych materiałów i haftów. Rzadko to łączą. Ale pewnie o czymś nie wiem.

what_happens_at_night__page4_by_pentelka

what_happens_at_night__page1_by_pentelka

Poza książka dla Ładne Halo, dostałaś jakieś zlecenie na taką wyklejankę?

Asia: Wcześniej zrobiłam jedną mniejszą książkę „Co się dzieje nocą” i miałam nawet przy niej małą wystawę w rodzinnych Gliwicach. Ale do tej pory mam ją tylko w dwóch ręcznie robionych egzemplarzach. Można ją podejrzeć. Jako Studio Ładne Halo zrobiliśmy w zeszłym roku kalendarz firmowy z moim obrazkiem na zlecenie jednego z klientów. Zeszłej jesieni zostałam też zaproszona do poprowadzenia warsztatów dla dzieci w ramach łódzkiego festiwalu tekstyliów w IKEA. Wyklejaliśmy z dziećmi obrazki z tkanin IKEA. Dawno temu dostawałam też zlecenia na wyszywane poduszki. Teraz nie miałabym chyba na to czasu. Chociaż żałuję.

Życzę Wam powodzenia z kolejnymi tytułami Ładne Halo i spełnienia! Dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz