Widmo dawnego bloku wschodniego. O pracach Marcina Wolskiego

„Urodziłem się w 88. roku, więc jeszcze załapałem się na końcówkę komuny, ale dorastałem już w latach 90–tych. Wszystkie zarośnięte zakłady pracy, betonowe bloki i przyrdzewiałe lokomotywy kojarzyły mi się z pewnym reliktem zamierzchłych czasów, jakimś widmem, które cały czas unosi się nad Polską oraz innymi krajami byłego bloku wschodniego. Zupełnie nie w kwestiach ideologicznych, a jedynie estetycznych. Niesamowicie fascynuje mnie ta obecność i chyba stąd to surrealistyczne poczucie. Będę naprawdę przygnębiony, kiedy za ileś tam lat wszystkie te relikty znikną z naszego kraju i zostaną zastąpione pociągami Pendolino i nowobogackimi, błyszczącymi osiedlami”. Tak Marcin Wolski odpowiedział mi, kiedy zapytałem go o inspirację do jego prac.

blok

tumblr_o1m6pcYk1o1tx20g2o1_1280

tram

zuraw

supersam_1600px

„W swoich pracach chciałbym pokazać to widmo” – kontynuował – „wyolbrzymiając nieco w celu wywołania poczucia jakiegoś niepokoju. Cały czas ubolewam nad tym, że nie mam jeszcze na tyle dużo umiejętności, żeby wyrazić się jasno. Człowiek uczy się całe życie i każda moja praca to po prostu zadanie domowe, dzięki któremu, mam nadzieję, będę w tym coraz lepszy”.

unnamed

2cp_unit_HD

Rozsiew_1080

Jego prace powstają bardzo różnie. Niekiedy podczas chodzenia po mieście, gdy zobaczy jakiś przykuwające miejsce, jakiś motyw, który z czasem przemienia się w ilustrację. Niekiedy pomysły podrzucają mu znajomi. Zawsze jednak zaczyna się od szkicowania ołówkiem, dopiero wtedy sięga po tablet i Photoshopa. „Czasem od razu obieram kierunek i po jakimś czasie przechodzę do końca, innym razem (o wiele częściej, niestety) maluję, poprawiam, maluję, poprawiam i irytuję się, że nie wszystko idzie po mojej myśli” – tłumaczy. Chociaż jego narzędziami są tablet i Photoshop, potrafi nadać tym swoim widoczkom czegoś specyficznego i nastrojowego równocześnie. Niektóre z nich kojarzą mi się z polskim Miyazakim, inne z dziwacznymi komiksami, jeszcze inne ze science-fiction, czy szalonymi grami point’n’click. I chociaż podoba mi się jego malarstwo cyfrowe, nawet bardzo, to według mnie jeszcze lepsze są te prace nowsze, ilustracyjne – dźwig, tramwaj, elektrownia – od których zacząłem wpis.

Bocznica

Nocny_1080px

Chociaż te prace mają w sobie jakąś taką surrealną i dziwaczną aurę, to równocześnie patrząc na nie ciągle mam wrażenie, że byłem w tych miejscach wiele razy. Kiedy spytałem Marcina, czy wzoruje się na prawdziwych miejscach odpowiedział: „I tak i nie. Wydaje mi się, że wzoruję się na pewnych migawkach, które zawierają esencję tego, co chcę namalować. Coś w stylu zapuszczonej stacji kolejowej pod lasem, którą widzisz przejeżdżając pociągiem, albo betonowej drogi, która prowadzi do odległej fabryki. Podczas samego malowania wspieram się różnymi zdjęciami, jednak jest to raczej składanie jakiegoś wymyślonego miejsca niż portretowanie jednej, konkretnej lokalizacji”. Szalenie bym chciał zobaczyć moje ukochane trójmiejskie miejsca w jego wykonaniu – falowiec na Przymorzu, opuszczony budynek Zdrowie w Gdyni Orłowo, magazynowce wzdłuż ulicy Polskiej w Gdyni (one tam w ogóle jeszcze stoją? miały być burzone kiedyś), zaniedbane bunkry nad morzem, całe Dolne Miasto i dużo, dużo innych.

Skrzydlo_wschodnie_1920px

Lokomotywa_1900

Raczej się migał, kiedy pytałem o niego. Mówi, że nie posiadł sztuki mówienia o sobie. Podobno kiedy miał kilka lat, zmuszał mamę, żeby zabierała go na kładkę nad torami kolejowymi na Kamionce. Potrafił tam stać przyklejony do barierki i obserwować przejeżdżające pociągi (w tym miejscu dodał, że jego mama musiała się okropnie nudzić). Interesuje go dużo rzeczy: muzyka, malarstwo, projektowanie graficzne, filmy dokumentalne. Ogólnie lubi wiedzieć coś o wielu rzeczach. Stara się nie interesować polityką i bieżącymi wydarzeniami w naszym kraju, bo ilekroć odejdzie od tego postanowienia, zaczynają się kłębić nad nim chmury depresji. Napędza go tworzenie, napędza go rozwijanie się w tym, co robi. Na co dzień zajmuje się pracą jako grafik w agencji interaktywnej. Lubi swoją pracę, choć wolałby robić więcej ambitnych projektów. „Dzięki takiej pracy mogę poznać klientów, którzy nadawali by się na fanpejdż Co znosi psychika grafika” – dodaje.

Prace Marcina Wolskiego znajdziecie na jego Behance, Fejsie, Tumblrze, a także na jego stronie.

Dodaj komentarz