Franciszek Starowieyski — twórca Pizdomierza

Niedawno obchodziliśmy jedno z najbardziej magicznych świąt w Polsce – Święto Zmarłych. Pomimo cmentarnej rewii mody, masakrycznych korków i walki o miejsca parkingowe nadal lubię to święto, choć może bardziej, dzień po – Zaduszki. Dopiero wtedy można tak naprawdę swobodnie zatopić się w swoich myślach wspominając miejsca, których już nie ma i ludzi, którzy odeszli (nie tylko z tego świata).

Wynikiem tego niesamowitego klimatu Zaduszek, który mi się udzielił jest wpis poświęcony wspomnieniu wyjątkowej postaci, grafika, malarza, scenografa, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli Polskiej Szkoły Plakatu, zmarłego 4 lata temu – Franciszka Starowieyskiego.

Polish Poster

Starowieyski to na tyle barwna postać, że nie wiem nawet od czego zacząć. Może od pierwszego głośnego plakatu. Był to „Płaczący gołąbek pokoju”, gest solidarności z powstaniem na Węgrzech w 1956 r. – jak na tamte czasy, plakat bardzo odważny. Zawisł na wystawie w Muzeum Narodowym w Poznaniu, a ludzie składali pod nim kwiaty. Wiele lat później autor w jednym z wywiadów wyśmiał ubecję. Ta wzywała go na idiotyczne rozmowy w sprawie „Pizdomierza” (żartobliwa nazwa narysowanego przedmiotu nieznanego zastosowania, który później zawisł na wystawie zbyt blisko plakatu z Leninem) lub plakatu podpisanego „Namalowany pędzlem do golenia Marka Hłaski”, a o prawdziwe antyrządowe akcje, nikt nie zapytał.

Polish Poster

trzy-wysokie-kobiety-franciszek-starowieyski-

„Widz oczekuje od twórcy, aby go zgorszył, obraził i zaszokował”, to cytat, który jest kwintesencją analizy prac Starowieyskiego. W latach późniejszych przyzwyczajony do temperamentu artysty widz, wręcz czekał na to zgorszenie, a gdy go nie dostał, czuł się rozczarowany.

Prace Starowieyskiego to fascynacja barokiem, umiłowanie obfitości kobiecego ciała, surrealistyczny klimat, precyzyjna kreska i groteskowy humor. Często w zadziwiających kombinacjach rysował czaszki, szkielety, gałki oczne, ptasie głowy, węże, nagość i zdeformowane ciała.

Polish Poster

Polish Poster

www.pinterest.com

Potrafił stworzyć postać, której głowa składała się jedynie z gałek ocznych jak w plakacie „Oni”. W plakacie „Genialna epoka” obdarzył mężczyznę piersiami w miejscu gdzie powinny znajdować się oczy. „Jak wam się podoba” to kolejne dzieło, dwa kobiece ciała, Starowieyski pozbawił głów, a zamiast rąk wstawił drzewa. To jeden z najpiękniejszych plakatów. „Don Giovanni” przedstawia jeszcze ciekawiej skonstruowaną postać – lecimy od góry: piersi, czaszka, pupa, nogi, kopyta, o dziwo efekt końcowy przypadł mi do gustu.

Bardzo wysoko cenię plakaty: „Frank V”, „Mademoiselle”, „Tragiczny zamach”, „Lilla Weneda”, „Lulu”, „Trzy wysokie kobiety”, „Białe małżeństwo”. Jest tego znacznie więcej, ale musiałabym naprawdę długo wymieniać, żeby pokazać wszystko czym Starowieyski mnie zachwycił.

1297521

tumblr_ln4ia3L71a1qzz5ieo1_500

Być może skłonność do makabry i zainteresowanie anatomią ciała było powodem niezrozumienia i niedocenienia sztuki Starowieyskiego (zwykle odrzucamy to co nas przerasta). Ryszard Kaja w nocie pożegnalnej spisanej po śmierci artysty, przyznaje, że w zamkniętych kręgach krytyków sztuki Starowieyski był uznawany za przedstawiciela, a nawet jeden z filarów, arte polo czyli plastycznego odpowiednika disco polo. Znalazł się też w dziesiątce najgorszych polskich malarzy, według rankingu Art & Business. „Pomimo nimbu sławy, sukcesu jaki mu zawsze towarzyszył, o który zresztą umiejętnie zabiegał, był wielkim, niedocenionym samotnikiem polskiego malarstwa” – wyznaje Ryszard Kaja w swoim pożegnaniu.

Ekscentryczny charakter Starowieyskiego jednych zrażał, innych intrygował. Był niepoprawnym mitomanem, twierdził, że wcielił się w niego duch przodka, żyjącego w XVII w. Od 1970 r. antydatował swoje prace o 300 lat. Kolekcjonowanie, z którego był znany, również stanowiło pretekst do rozmów o czasie i przemijaniu: „Przedmioty mogą być wieczne i nieskończone. W tym upatruję ich wielkość (…) Zanurzam się w zbieractwie, by na moment dostąpić nieśmiertelności rzeczy”.

Polish Poster

Polish Poster

W jego kolekcji znalazły się bardzo cenne, często też nietypowe przedmioty. Czaszka Żydówki pozującej Aleksandrowi Gierymskiemu do płótna „Żydówka sprzedająca owoce” (koniec końców okazała się jednak czaszką kogoś innego), zielona nitka ze spódnicy dziewczyny, której Starowieyskiemu nie udało się uwieść, półmetrowa wskazówka od zegar, którą ponoć pewien chłop używał jako szufli i oczywiście mnóstwo zabytkowych zegarów.

Z miłości do kolekcjonowania powstała książka „Przewodnik zacnego kolekcjonera według Franciszka Starowieyskiego”. Z miłości do kobiet – „Przewodnik po kobietach według Franciszka Starowieyskiego”. A z miłości do siebie (?), do minionych czasów sarmackich (?) powstał „Przewodnik inteligentnego snoba według Franciszka Starowieyskiego”. Przy każdej z wymienionych pozycji pomagała artyście dziennikarka i autorka książek Izabela Górnicka-Zdziech.

Polish Poster

4936

Był mistrzem autokreacji, ubarwiał swój wizerunek, słowem i zachowaniem. Doskonałym przykładem jest słynna historia ze sznurem, którym przewiązywał sobie spodnie – ponoć odcięto od niego wisielca. Swojego syna nazwał Belzebub (dzisiaj Antonii, zmienił imię na prośbę wuja – księdza prałata Marka Starowieyskiego), hodował pająka krzyżaka o imieniu Augustyn, założył fabrykę sztucznych smarków i plażę nudystów (wraz z żoną i szwagierką), był też przez chwilę alfonsem u prostytutki na Kazimierzu.

Stworzył ponad 20 teatrów rysowania na całym świecie, czyli prac które powstawały na oczach zgromadzonej publiczności. Pierwszy teatr rysowania powstał w 1980 r. w Świdwinie. Każdy trwał kilka dni, rozpoczynał się wykreśleniem koła – centralnego punktu kompozycji, bez pomocy cyrkla. Przy każdym towarzyszyła mu naga modelka, a teatr rysowania dopełniały rozmowy z publicznością. Opowiadał o swoim życiu, historii, sztuce, prowokował i uwodził. Tak pisał o swoich spektaklach: „Chcę stworzyć świat niezależny od naszych pojęć o człowieczeństwie, który nie ilustruje stanów duszy lecz tworzy nieznane człowiekowi przeżycia duchowe… To ma być nadludzki świat, nie przez swe proporcje, lecz przez ciśnienie bijącej zeń emocji”.

Polish Poster

Polish Poster

Starowieyski przyjmował też role aktorskie, między innymi w filmie „Danton” Andrzeja Wajdy, u Krzysztofa Zanussiego zagrał w filmie „Struktura kryształu”, natomiast Andrzej Papuziński zaproponował mu rolę w filmie „Bykowi chwała”. Ten ostatni przedstawia dzieła Jana Byka, tak brzmiał pseudonim Franciszka Starowieyskiego. Film Papuzińskiego z 1975 roku jest nie mniej oryginalny niż artysta,  o którym opowiada i zasługuje na szczególne miejsce w polskiej kinematografii.

Dla wszystkich zaintrygowanych postacią Starowieyskiego, pozycją obowiązkową jest wyemitowany w 1970 r. program telewizyjny „Sam na sam z Franciszkiem Starowieyskim”. Znaczny fragment programu podzielony na 4 części można obejrzeć na YouTubie. „Sam na sam” to program Janusza Rolickiego. Do każdego odcinka zapraszał on wybitnego twórcę, który wcielał się w rolę oskarżonego – odpowiadał na listy i telefony swoich odbiorców, miał swojego rzecznika, a widzowie mieli swojego. Przeciwko Starowieyskiemu skierowano sporo zarzutów, między innymi: oburza swoich widzów, pokazuje rzeczy makabryczne, operuje schematami, naśladuje Salvadora Dali. Nie zabrakło też listów zaczynające się od „Szalenie mi się podobają pana plakaty…”. Bardzo zabawne jest przekomarzanie się adwokata i prokuratora, zresztą cały program bardzo mi się podobał. Formuła jest na tyle ciekawa, że ten nie najkrótszy czas ze Starowieyskim mija niepostrzeżenie.

216-franciszek-starowieyski-jak-wam-sie-podoba

Polish Poster

4544_lightbox_10

Jeden list odczytany przez Janusza Rolickiego w  „Sam na sam z Franciszkiem Starowieyskim” napisała uczennica klasy przedmaturalnej (swoją drogą ciekawa jestem jaki procent tegorocznych maturzystów, wie kim był Starowieyski). Otóż ta młoda, wrażliwa na sztukę dziewczyna napisała: „Jestem wielką miłośniczką Pana plakatów, zbieram je i mam ich już siedem”. Bardzo jej tego pozazdrościłam, bo dziś kolekcjonowanie plakatów tego artysty, jest dość kosztowne jak na chudzieńki portfel przeciętnego Polaka.

Na szczęście żyjemy w czasach kiedy można sobie na te prace popatrzeć w internecie (wiem, że to nie to samo co dotknąć, oprawić i powiesić na ścianie). Niektóre egzemplarze dostępne są na stronie Galerii Plakatu Filmowego Gapla, Galerii Plakatu Polskiego w BUW, Galerii Polskiego Plakatu przy Rynku Starego Miasta w Warszawie, w Galerii Plakatu w Krakowie, we Wrocławskiej Galerii Polskiego Plakatu, w PIGASUS polish poster gallery lub na stronie Galerii Kano.

W Galerii Grafiki i Plakatu przy ul. Hożej w Warszawie trwa wystawa „Fijałkowski, Nowosielski, Rogala, Starowieyski, Tarasin. Grafiki, rysunki”. Pięciu bardzo różnych artystów w jednym miejscu to niezwykle ciekawy eksperyment. Daje nam możliwość porównania prac Starowieyskiego z artystami posługującymi się odmiennymi technikami. Wystawa potrwa do 4 grudnia, ale plakaty Starowieyskiego, można w każdej chwili obejrzeć na stronie internetowej Galerii.

1 komentarz

Dodaj komentarz