Bartek Polak, Dyna i Marcelina Amelia — plakatowe 3w1

W czasach świetności Polskiej Szkoły Plakatu, można było mówić o istnieniu zawodu plakacisty. Niestety, wiele się od tamtej pory pozmieniało, dzisiaj jest na to zbyt małe zapotrzebowanie (jak powiedział Lex Drewiński: „plakacistą się nie jest, plakacistą się bywa”). Zmiany w tej dziedzinie widzę szczególnie mocno wtedy, kiedy przeglądam portfolio młodych, zdolnych artystów – plakaty się tam pojawiają, ale w małych ilościach. Dużo mniejszych niż choćby ilustracje prasowe. Ja to nawet rozumiem, póki pieniądze nie lecą z nieba i nie rosną na drzewie, trzeba dostosować się do wymagań rynku.

Życie plakatu na ulicy jest dość krótkie. Albo się niszczą, albo cena nośników jest tak wysoka, że nikomu się to nie opłaca. Plakaty znanych artystów można jeszcze spotkać w galeriach, ale na plakaty młodszych natkniemy się już tylko w internecie. Dlatego wymyśliłam sobie nowy rodzaj wpisów – takie „3w1”. Jeden wpis, a w nim trzech młodych artystów, których portfolio nie jest jeszcze tak bogate, jak u starych wyjadaczy. Mam nadzieję, że więcej osób dowie się, jakie świetne plakaty wychodzą spod ręki młodych artystów i liczę na to, że takich plakatów będzie coraz więcej.

malpa fin

Mam w domu pewną małpę, przeżyła już wiele dlatego ma dla mnie dużą wartość. Wypatrzył ją Michał, bo owa małpa to plakat koncertu ∑bol∆ ∆P∑, który odbył się na wiosnę w gdańskiej Fikcji. Plakat dostałam w prezencie i przebył ze mną długą drogę z Gdańska do Łodzi. Potem małpa przypadkowo została skropiona szampanem i po tym incydencie oprawiłam ją w antyramę. Nigdy jej nie powiesiłam, stoi oparta o ścianę mojego pokoju i chyba jej tam wygodnie.

Czasem zagląda do niej mój sąsiad – trzyletni Gabryś. Kiedy wpada do mojego pokoju biegnie prosto do małpy i krzyczy: „nie boję się Ciebie!” Ale wiem, że się boi. Zawsze bacznie się jej przygląda i mogę się założyć, że w tej małej główce zachodzą skomplikowane kalkulacje odnośnie szans na to, czy małpa ożyje. Kiedyś mnie zapytał czemu ona nie ma jednego oka?

Nie wiedziałam, ale postanowiłam zapytać o to samo autora plakatu Bartka Polaka. Przeczuwając skąd się wzięło takie pytanie, odpowiedział, że małpa jak i jakikolwiek inny potwór są wytworem wyobraźni i choć budzą niepokój w trzylatku, tak naprawdę nie mogą nikogo skrzywdzić. Przy okazji tego pytania poruszył też całkiem istotną kwestię: „tak naprawdę obawiałbym się dużo bardziej pytania ze strony mojego dziecka nie o małpę, lecz na przykład dlaczego o ósmej rano w radiu państwowym lecą reklamy leków na erekcję, hemoroidy i obrzęki śluzówki odbytu”.

liebestod do internetu

zapasniki

vinyl

Bartek jest magistrem filologii polskiej i studentem III roku projektowania graficznego na gdańskiej ASP. Na co dzień pracuje w agencji reklamowo-wydawniczej, a po pracy też pracuje. To dla Cafe Fikcja, to dla Pierożka w Gdyni, współpracuje z CSW Łaźnia i innymi. Jego głównym spektrum zainteresowania w grafice jest plakat i ilustracja. A w przyszłości chciałby zająć się ilustracją dla dzieci.

Wyniósł to z domu, jego mama Agnieszka Żelewska jest ilustratorką książek dla dzieci, konsultowała się z małym Bartkiem przy każdej książce. Dzieciństwo spędzone pośród bajkowych postaci rysowanych ręką mamy nie mogło minąć nie zostawiając po sobie śladu. W dużej mierze właśnie to ukształtowało Bartka.

Nic dziwnego, że chciałby kontynuować tradycję pracy swojej mamy, dla niego ilustracja skierowana do najmłodszych ma większe, niż się wydaje, znaczenie: „wymaga odpowiedzialności, której trzeba się podjąć zajmując się tym. Od tego jak się zachowasz i jakie wartości próbujesz pokazać może zależeć czyjś sposób postrzegania w przyszłości i uważam, że dobra dorosła ilustracja to bardzo ciekawa rzecz, nośna w treść, piękna – co widać chociażby po ilustracjach w Zwierciadle, ale ilustracja dla dzieci może być jeszcze piękniejsza bo zwyczajnie można nią komuś sprawić wielką przyjemność. Coś co będzie pamiętał będąc już dorosłym i z sentymentem znajdzie gdzieś książkę, którą czytał w młodości, tak jak ja np. cały czas trzymam w bezpiecznym miejscu Koziołka Matołka”.

wianek na facebooka_ok

Całą trójkę prezentowanych dzisiaj artystów poprosiłam o przesłanie mi kilku zdań o sobie. Bartek zaczął tak: „Bartosz Polak, tak jak sam o sobie mówi – nie potrafi o sobie mówić”. A potem jednak dowiódł, że potrafi pisząc to: „Miłośnik starych filmów, Dona Johnsona z czasów wczesnych Policjantów z Miami, kultury cygańskiej i koloru różowego. Pracuje tylko przy akompaniamencie New Kids on the Block lub Bryana Ferry’ego. Bardziej interesuje go to, co brzydkie, niż to co ładne”.

Wracając do projektowania, poza plakatem koncertu Eboli, Bartek zrobił jeszcze dwa do wydarzeń w Fikcji z którą współpracuje. Pierwszy to plakat koncertu Wikasa, drugi – najnowsze dzieło, które podoba mi się chyba najbardziej, plakat koncertu Stefana Wesołowskiego. Duża część pracy powstaje manualnie, a efekt końcowy wychodzi z komputera. Choć plakatów w portfolio Bartka Polaka jeszcze jest niewiele, to mam wielką nadzieję, że to się zmieni. Warto jeszcze wspomnieć o innych jego pracach, mam tu na myśli głównie projekty okładek na winyle, nadruków na koszulki i ilustracje.

***

Kasię Dynowską czyli Dynę znalazłam przez plakat, który zrobiła na potrzeby imprezy w pubie Red Light. Ta praca była tak radośnie ujmująca, że zaraz zaczęłam szukać autorki. Później udzieliło się Michałowi, zrobił dzień Dyny na fanpejdżu bloga. Żartowałam wtedy, że Kasia to moje odkrycie i wróżyłam wielką karierę. O ile pierwsze sobie wymyśliłam, to drugie ma całkiem sporą szansę się sprawdzić.

1460138_575761625806667_2066237579_n

Dyna studiuje na I roku studiów magisterskich na gdańskiej ASP. Bardzo chciałaby napisać i zilustrować książkę dla dorosłych, a kiedyś pewnie też dla dzieci. Na razie może pochwalić się projektami takimi jak: „Ecce Homo”, które robiła raczej do szuflady, ale przy pomocy sitodruku chce dać im drugie życie. „I Love Gdańsk” to projekt plakatu realizowany na uczelni, tak samo plakat do szekspirowskiej sztuki „Sen nocy letniej”. Wysłała też swoją propozycję do 14. edycji konkursu AMS pod hasłem „Tacy jesteśmy. Polacy 1989-2014”. Praca nie została wybrana przez jury, ale jeszcze można naprawić ten błąd, głosowanie internautów trwa do 9 stycznia.

KDPB89

Myślę, że prace Dyny przyciągają przede wszystkim humorem – czasem radosnym, czasem groteskowym. Do mnie przemawia idealnie. Uwielbiam też kolaż, którym artystka często się posługuje. Nic dziwnego, skoro wychowała się w pracowni Jacka Staniszewskiego. Zajęcia u niego Kasia sobie bardzo ceni, mówi, że jest motywującym nauczycielem i daje sporo wolności.

Kasia lubi łączyć różne techniki: tradycyjne z designerskimi. Jej prace w dużej części robione są ręcznie. Najpierw wycina, nakleja, majstruje w papierze i tak powstaje kolaż, który trafia do komputera, gdzie składa wszystko w całość, potem jest druk i znowu kombinatoryka stosowana, skan i finalny efekt powstaje już w komputerze.

306369_453055421410622_7636874_n

2

I LOVE MY CITY

1395948_566888280027335_822122346_n

O sobie napisała tak: „Zwykle siedzę w domu chyba, że wychodzę. Zwykle na kawę, bo lubię kawę. I do ludzi – bo też lubię. Lubię też robić swoje plakaty i ilustracje, długo pracuję w głowie. Dniami, czasem nawet tygodniami chodzę i się męczę, no i jak mam pomysł to wtedy idzie z górki. A potem przyznała się do kilku nałogów: jak nie pracuję, to sobie jem różne dobre rzeczy, czytam, piję kawkę i palę papierosy. Jestem uzależniona od second handów, tych z ubraniami i z książkami – książki kupuję czasem tylko dla fajnego papieru, na którym potem bazgram po literkach. Ale nie wiem czy powinnam się do tego niszczenia książek przyznawać”.

***

Często jest tak, że najpierw odkrywam jakiś genialny plakat, potem artystę, który za nim stoi i dopiero pozostałe jego prace. Tak było z Bartkiem Polakiem i Dyną, ale z Marceliną Amelią poznałam się, że tak powiem od końca. Muzeum Erotyzmu zaprezentowało swój kalendarz na nowy rok, lipiec należał do Marceliny, a dokładniej do ilustracji, którą z tej okazji stworzyła, wrzucili link do fanpejdża artystki, tam znalazłam adres jej strony, a tam galerię cudownych plakatów.

poster gig kielce finish finish

gondry2

Marcelina ukończyła szkołę plastyczną w Częstochowie, po czym spakowała walizki i pojechała na obczyznę. Dokąd? Do miasta czerwonych piętrowych autobusów i czarnych taksówek – do deszczowego Londynu. Czemu akurat tam? Pomysł pojawił się kiedy jako czternastolatka odwiedziła to miasto i poczuła, że chce tu mieszkać i studiować. Dyplom w pracowni ilustracji uzyskała na Uniwersytecie Westminster. W Londynie już została, mieszka tam i pracuje: ilustruje, maluje, sitodruczy, a na co dzień prowadzi firmę odzieżową Ivory Jar, która pozwala jej, jak sama mówi, „łączyć ilustrowanie z odziewaniem ludzi”. Nie wyklucza, że za jakiś czas znowu zmieni swoje miejsce, na takie z dostępem do morza i gdzie jest nieco cieplej. Marzy jej się duży ogród, hamak i dwa psy (ma już nawet dla nich wybrane imiona) i że będzie miała więcej czasu na ilustrowanie.

lynch2

gondry1

with rose

Choć Marcelina pochodzi z miasta świętej wieży jej prace wcale nie są grzeczne. Określiła je mianem „trochę agresywnej dziewczęcej seksualności i dziecięcej niewinności pomieszanej z permanentnym malkontenctwem”. Niemniej jednak chrześcijańska ikonografia ma wpływ na jej sztukę. Poza tym jako źródła inspiracji wymienia: „wspomnienia z dzieciństwa, marzenia senne i wieczorne introwertyczne wycieczki”. Marcelina mówi, że jej prace wyłaniają się z chaosu, zaczyna od swobodnych bazgrołów, notatek, przelewa myśli na papier, łączy kreskami. Aż mi trudno uwierzyć, że z tego rozgardiaszu wychodzi coś tak pięknego i jest to komplement, gdyby ktoś miał wątpliwości. Swoje prace rysuje ręcznie, niektóre dopracowuje w komputerze, inne są sitodrukami. Tworzy też obrazy, głównie akryl na płótnie i robi świetne zdjęcia, polecam jej wizualny dziennik.

double

#SELFIEpink1

Marcelina ubrała się w takie słowa: „Od trzeciego roku życia ma niecodzienny pociąg do bazgrolenia nagich kobiet i mężczyzn w niezbyt grzecznych konstelacjach. Posiadaczka kota imieniem Frida. Chronicznie boi się pająków, uczy się jazdy na deskorolce”.

1 komentarz

Dodaj komentarz