Skrawki #9: śnienie II

I wtedy zdarzył się dzwonek do drzwi. Krótki, pewny dźwięk zawisł w gęstej ciszy, a potem, równie nagle, dokonał swojego żywota. W pierwszej chwili jakby nie przyjęła tego do wiadomości, było to zdarzenie tak niedorzeczne i nieoczekiwane, że wydało się jedynie wytworem wyobraźni. Dopiero kilkadziesiąt sekund później zdała sobie sprawę z tego, że jednak dźwięk ten zdarzył się naprawdę. Ktoś zadzwonił do jej drzwi. Odłożyła więc książkę, unieruchomiona jeszcze na moment w fotelu, jakby oczekując potwierdzenia tego absurdu, ale nie było ani dzwonka więcej. Tylko ten jeden.

Wstała w końcu, powoli, niesiona ciekawością i przestrachem, wstała ubrana w białą, zbyt obszerną koszulę, kierując kroki w stronę dużych, białych drzwi, zlewając się z nimi, bardzo wolno, w jedną białą plamę.

Na korytarzu nie było nikogo.

Tylko paczka, niewielkie pudełko opakowane brązowym papierem, przewiązane cienkim, postrzępionym sznurkiem, pozbawione danych, zarówno adresata, jak i nadawcy, zupełnie niespodziewanie, ot tak, u jej stóp. Podniosła je powoli i wniosła ostrożnie do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. Wiedziała, że tekturowe opakowanie kryje w sobie coś bardzo istotnego, co najmniej dla niej. A może jeszcze dla kogoś. Wsunęła stopy w ciężkie buty, ciało zapakowała w bezkształtny płaszcz i ruszyła przed siebie. Nie było innej możliwości.

Wewnątrz upchnięte były dźwięki, całe mnóstwo dźwięków. Korowody melodii prowadzących w inne światy, nie lepsze, po prostu inne, odmienne od tych, które znała, choć w pewien sposób znajome. Czasem miękkie i jasne, innym razem chropowate i przybrudzone głosy snuły opowieści, podczas gdy ona szła przed siebie, nie wahając się na żadnym skrzyżowaniu, wybierając podświadomie najwłaściwszą z ulic, najodpowiedniejszą ze ścieżek. Momentami muzyka ginęła w szumie miasta, scalając się z nim w dziwaczną, choć piękną, jedność. Niektóre fragmenty wywoływały na jej twarzy uśmiech widoczny innym przechodniom, którzy przez skrawek sekundy zastanawiali się, co mogło być jego powodem, ale już oddech później zainteresowani stawali się czymś nowym, skutecznie rozpraszającym ich uwagę. Mijała budynki, te same budynki, które widziała już wielokrotnie, ale tym razem przyglądała im się uważniej, śledząc wyżłobienia, nieskończenie powtarzalne linie wyblakłych cegieł. Dotarła wreszcie, wczesnym wieczorem, nad Rzekę, rozpoznając w dopływających uszu dźwiękach głos, który już kiedyś wcześniej słyszała. Dawno temu, wspomnienie wróciło za mgłą, z rozmytymi konturami, w pomylonych barwach. Zatrzymała ciało, butami zapadając się w miękki, lekko wilgotny mżawką piach i podniosła głowę do góry. Miejska jasność skutecznie tłumiła gwiazdy, więc brudne niebo odpowiedziało milczeniem. Pozostawało tylko westchnąć głęboko, dokoła żywej duszy, nabrała więc w płuca powietrza. Pachniało Rzeką, deszczem i miastem. Tym, co najistotniejsze. Niezmienne. I wszystko inne przestało mieć znaczenie w tej jednej, jedynej w swoim rodzaju chwili. Wszystkie przeczytane strony, linijki, akapity, każda zapisana fraza, każde słowo, tak wiele słów, a ja nawet nie dotknęłam twojej twarzy, pomyślała, może tak naprawdę nie istniejesz. Przymknęła oczy. Historia, która nigdy się nie rozpoczęła, nie może się zakończyć. Wprawny obserwator zauważyłby ślad uśmiechu w prawym kąciku ust. Mogłoby to być jednak tylko złudzenie.

Dzień wcześniej zadzwonił telefon. Telewizyjny ekran wyświetlał twarz łysiejącego pięćdziesięcioletniego Włocha w okularach, odmierzającego czas do końca swojej historii, niespiesznie, kolejnym papierosem. Kiedy podniosła słuchawkę, po drugiej stronie popłynął ciąg słów nie domagający się komentarza. Wysłuchała więc w ciszy spokojnego męskiego głosu, patrząc na przemian przed siebie i na szary kamień podłogi, a po chwili milczenia odezwała się, nieco przepraszającym tonem, powinnam pamiętać, a w głowie dziura. Człowiek po drugiej stronie linii prowadzącej gdzieś, nie do końca wiadomo gdzie, odpowiedział tylko, wydaje się, pogodnie, to nic, w mojej też wiele i zakończył połączenie.

Zima 2016

Ilustracja Moniki Marchewki.

Dodaj komentarz