Trójpak poetycki #2: Ilona Witkowska, Rudka Zydel, Mateusz Chomicki

Pierwszy odcinek „Trójpaka” się przyjął. To znaczy, nie żebyśmy wylądowali na głównej Wykopu, albo żeby telewizje śniadaniowe prześcigały się, która pierwsza o tej inicjatywie powie (już bez przesady, to nadal poezja), ale było dobrze. Oto „Trójpak poetycki #2” – liczę, że przyswoicie go mimo duchoty. Znajdziecie w nim dwie kobiety i jednego mężczyznę, każde z nich tworzące w zupełnie innym stylu.

ILONA WITKOWSKA

Ilona-Witkowska-fot.-Roland-Okoń-1024x1024

Urodzona w 1987 roku. Debiutowała tomikiem „Splendida realta” (wydanym przez WBPiCAK w Poznaniu), który przyniósł jej nagrodę poetycką Silesius za debiut roku. Mieszka we Wrocławiu. Zdarza jej się napisać wiersze ciut dłuższe, ale dominują miniaturki – to zresztą w jej tomiku zachwyciło mnie najbardziej: umiejętność zamknięcia w raptem trzech, czterech linijkach, obrazu kołaczącego się potem po głowie godzinami. Koronnym przykładem niech będzie przepiękne „Ocalenie”.

 

OCALENIE
oto twój dom. przed domem krzesełko.
zaczekam tu na ciebie, ile będzie trzeba.

jest już niedaleko, nie zatrzymuj się w biegu.

 

TY NIE DOSTANIESZ OBRÓŻKI, JESTEŚ TYLKO KOBIETĄ
środa. dzień obrastania kurzem i tłuszczem.
na chodniku żuczek zapładnia martwego żuczka.

powietrze pachnie wunderbaumem i jest jak w kreskówce;
ludzie o oczach niebieskich mają oczy bardzo, bardzo niebieskie.

pies śni sen o wielkości. w śnie tym jest koniem.

 

NIE MÓWIĘ O SARNACH
to dzieje się w nocy. w ruchu.
ludzie śpią i wyglądają brzydko.
eksponują stopy. mają fałdy.

jestem smutna i spięta. mam ze sobą lisa, ale on jest martwy.
z jednej strony widzę, jak mnożą się brzydkie, nowe kościoły.
z drugiej słyszę język, którego nie rozumiem.

kiedy pojawia się pole, nie rozpoznaję zwierząt, które stoją w śniegu.
***

RUDKA ZYDEL

rudka

Tak naprawdę to Anna Kalfas. Urodzona w 1987 roku. „Studentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, niedoszła pani psycholog. Finalistka ostatniej edycji Slam Poetry Night we Wrocławiu, zwyciężczyni slamu poetyckiego w ramach festiwalu Poznań Poetów w 2015 r. oraz 11. Spoke’n’Word Festival w Warszawie. W wolnych chwilach lubi brodzić w szuwarach i turlać marchew. Przynajmniej raz w roku śni jej się Rock Hudson” – czytamy o niej w sieci. I rzeczywiście, teksty Rudki to nie jest taka klasyczna poezja, raczej właśnie teksty stricte pod slamy. A tematyka? „Babska” i raczej z przymrużeniem oka.

 

CHUĆ LEŚNA
Mężczyznę sobie wyśnię drwaloseksualnego
Niech będzie wysoki
Niech łączy w sobie romantyczny urok ciecia zakładów włókienniczych
ze zwierzęcym magnetyzmem pracownika nadleśnictwa Węgierska Górka
Niech ma wąsy i brodę aż do mostka
Żebym wiedziała gdzie naciskać jak mu serce stanie
ze szczęścia na mój widok
Usta do resuscytacji sama sobie znajdę
Niech nosi koszule w kratę w kolorze groszku
Jak babcina cerata ino 100% cotton
Żeby się guziki łatwo zębami odrywało
Żeby na klacie miał las, żeby się można było zanurzyć
Palcami przebierać zalotnie
Loczki na włosach kręcić aż zamruczy
Niech nosi musztardowe krótkie gatki z fikuśnymi kieszeniami
A w nich pupcię jak brzoskwinka
Tak właśnie
Nie jak jabłko, nie śliwka węgierka
Brzoskwinka, z delikatnym puszkiem z wierzchu
Może mieć ajfona i makbuka, byle miał piłę z Husqvarny
I żeby Bukowskiego czytał i lubił prosecco
I pachniał sosnowymi wiórami z tej szafki z Ikei, co ją wczoraj sam składał
I niech pisze wiersze
I żeby dziewoje milkły kiedy on wchodzi
Niech im w ustach przy nim zasycha
I wilgnie wszędzie indziej
Na samą myśl co ten facet umie kobiecie zrobić na szyszkach
A ja go będę miziać po karku
Za pośladek łapać w miejscach publicznych
Żeby wszyscy wiedzieli,
Że nie ma takiej rzeczy, której by dla mnie nie zrobił
W runie leśnym i na borowinie
Na mchu i w poziomkach
Żeby wiedzieli, że mój ci on
I nie dotykać
Bo I will find you
And I will kill you
I w ogóle Liam Neeson.

 

JAK SIĘ PRZYPODOBAĆ KOBIECIE
Na początku wcale nie trzeba wiele.
Wystarczy wyciągnąć jej sanki z powrotem na górę,
pomóc odzyskać piłkę z rąk lokalnej rodziny wielodzietnej.
Plus pińcet do lansu, jeśli siedząc na oparciu ławki
nie syfisz słonecznikiem na chodnik,
tylko wypluwasz łupiny w dłoń.
Wygrałeś, jeśli mieszkacie w wysokim bloku,
a Ty masz klucz na dach.
Latem pokażesz jej gwiazdy
stojąc na jeszcze ciepłej od słońca papie,
Którą trzeba potem z trampek zeskrobywać,
żeby matka nie wiedziała gdzie się szlajasz.
A zimą wydepcze Ci na śniegu wielki napis: „I LOVE PAWEŁ”.
Właśnie w ten weekend, który spędzisz u babci na wsi.
W poniedziałek śnieg stopnieje i nigdy się nie dowiesz, że Cię kocha
W przeciwieństwie do całego osiedla.
Za parę lat strategia będzie inna.
Zsynchronizujecie trądzik i hormonalny weltschmerz.
Chociaż jesteś dyslektykiem, napiszesz do niej list.
Nic tak dobrze nie działa jak brzydkie pismo
i literówki w słowie „kocham”.
Po osiemnastym roku życia żarty się kończą.
Najwyższy czas zacząć czytać Cortazara i grać na instrumentach.
Kiedy do akcji wkroczy chuć, dobrze jest mieć niski głos i plecy.
Ale nie takie nominalne, tylko plecy,
których szerokości nie sposób jest zaprzeczyć.
Będziesz stosował chmurny urok,
na przemian rozśmieszał ją i wkurwiał.
Zaoferujesz wpierdol każdemu, kto ją skrzywdzi..
Kiedy powie, że wychodzi, nie powiesz „zostań”
Drapiąc się po karku spojrzysz jej głęboko w buty
i mrukniesz: „A musisz?”
Wreszcie uruchomisz intelekt,
zaszpanujesz Einsteinem i Kantem
W międzyczasie komentując kształt jej ust.
Pożyczysz jej swoją najmniejszą koszulkę Slayera,
która i tak będzie na nią za duża.
Puścisz jej Coltrane’a i skręcisz lolka na jej biodrach,
A ona będzie przegapiać przystanki wspominając szelest bletki.
A kiedy zasoby się wyczerpią i staniesz naprzeciw niej bezbronny
Jak jeż do góry brzuchem,
Zawsze zostaną Ci jeszcze trzy, poza imieniem Stefan, bazowe triki.
Trzy niezawodne otwieracze serc i nóg niewieścich.
Po pierwsze: nie cuchnij;
Po drugie: bądź dobry;
Po trzecie: daj batonik.

 

DO MŁODYCH DZIEWCZĄT
Się zakochasz, tak wiesz, po dorosłemu.
Będzie mrowić od gładkiego brzucha
aż po te dwa pieprzyki co je masz pod kolanami,
symetrycznie skumulowany cały Twój pigment.
Któregoś dnia wpadniesz bez zapowiedzi,
a on, świeżo po prysznicu, włosy jeszcze mokre.
Wypruje w tych idealnych,
nie za ciasnych, nie za luźnych bokserkach i…
I na nic te kremiki, balsamiki.
Te godziny zmarnowanej depilacji.
Te nogi tak gładkie, że nawet papier ścierny by się po nich zsunął bezszelestnie.
Bo jak raz, akurat dzisiaj, zachciało mu się być feministą
i zamiast za kolanko, będzie Cię chwytał za serce.
A kiedy wreszcie się w nim ocknie niecny zwierz nocny,
To też nie będzie jak na filmach.
Żadnych świec i Michaela Bublé.
Żadnej satyny i płatków kwiatów.
Będą skarpety z majtochami, będzie pościel z kory
A zamiast muzyki wentylator od kompa,
Bo właśnie ładuje mu się League of Legends.
Obróci się na drugi bok i puści bąka przez sen.
Będzie miał szorstkie pięty.
A Ty wybaczysz mu wszystko,
bo kark ma ciepły i dobre intencje.
Bo pachnie mężczyzną.
Bo kiedy po raz pierwszy złapał Cię za cycek,
z ust wymknęło mu się cichutkie „OJEZUS”
***

MATEUSZ CHOMICKI

mateusz-chomicki

Urodził się 27 maja 1994 roku w Rybniku. „Napisał książkę z wierszami pt. „Lustra fenickie”. Lubi muzykę, coca-colę zero i parę innych rzeczy. Uważa, że ludzie się nie zmieniają. Nie przepada za mówieniem o sobie. Mieszka i studiuje we Wrocławiu” – taką notkę dostałem. To jest prawdopodobnie jedyny poeta w Polsce, który ma sekretarkę. To od niej wypłynęło zgłoszenie. To ona podesłała notkę. To z nią się później kontaktowałem. Zaczynam się zastanawiać, czy Mateusz w ogóle istnieje. A może to jej wiersze?

 

DOTYKI
Znam Twoje ciało. Poznałem je dłońmi. Mnóstwo
czasu muskałem je palcami.
Skóra była szorstka, starałaś się to
ukryć, wiem. Oczy miałaś szczelnie
zamknięte. Szeptałem Ci:
wszystko w porządku
nie warto

 

LETNIE MORDERSTWO
Młody chłopak szedł trzeciomajową ulicą
w palcach trzymał śmierć i gniótł ją jak ciemną plastelinę,
była bezkształtna i ciemna, jego pięć palców rechotało
nieznośnie, jego palce były jak rekiny, paszcze pełne zębów,
wszystko oswajały
chłopak szedł i patrzył na przejeżdżające samochody
patrzył na ludzi pustych i pełnych, w ich oczy,
w końcu jego wzrok spotkał ponętne ciało dziewczyny
i już nie miał tego problemu, który zaprzątał go kiedyś,
pozbył się tej niewinnej nieśmiałości. Przemiął śmierć
w palcach raz jeszcze, i choć jej kawałki pozostały na jego
skórze, podszedł do dziewczyny i powiedział:
mam coś twojego

 

PIĄTA TRZYDZIEŚCI
W końcu się zaczęło. Koniec nocy zwiastuje
kres naszych rozmów; nie poddajesz się:
monologujesz wytrwale, ale ja już nie
słucham. Wyczerpałem pokłady wrażliwości
z chwilą, gdy skończyłem mówić. Nie patrz
tak. Zrób mi życie od nowa. Zacznijmy od
francuskiego pocałunku. O tak. Zacznijmy
od francuskiego pocałunku.
***

Komentujcie śmiało; jestem ciekawy waszych szczerych opinii, wszelkich skojarzeń i myśli, jakie wywołają poszczególni autorzy i wiersze. Możecie też proponować swoją poezję mejlowo (michal@robmydobrze.pl).

Okładkę do cyklu zmajstrował niezastąpiony Jacek „Jacx” Staniszewski. Za zdjęcie Ilony Witkowskiej odpowiada Roland Okoń.

2 komentarze

Dodaj komentarz